Prezent dla mamy w formie herbaty

Jestem prawdziwym miłośnikiem herbaty. Czarna, zielona, biała, aromatyzowana, yerba mate – jeżeli jest to herbata, piłem ją przynajmniej raz i krytycznie oceniłem jej smak. Zwykle sięgam po najwyższą półkę jaką można, czyli po herbaty sypane i liściaste, jednak okazjonalnie parzę sobie także zwykłe „torebkowe”, najczęściej doprawiając je także dodatkami takimi jak syropy czy owoce. Nie miałem więc żadnego problemu z wyborem prezentu dla mojej mamy, gdy nareszcie, po paru miesiącach miałem okazję ją odwiedzić.

Prezentowy zestaw herbat dla mamy

prezentowy zestaw herbat w pudełkuMoja mama również jest wielką fanką herbaty, jednak nie jest tak wysublimowana jak ja. Zwykle zadowala się zwykłymi, najtańszymi torebkami, okazjonalnie sięgając po „wyższą jakość” która tak naprawdę jest niską jakością przybraną o wysoką cenę. Dlatego też postanowiłem pokazać jej, co też traci i co może zyskać, jeżeli pójdzie w ślady swojego syna. Ze swojej ulubionej strony zamówiłem jej prezentowy zestaw herbat w pudełku. Z czego się składał? A czego tam nie było?! Najlepsza sypana herbata czarna i aromatyzowana earl grey, do tego herbata zielona wraz z trzema rodzajami aromatyzowanej, a do tego trzy herbaty „ekskluzywne” takie jak biała, czerwona i oolong. Była w nim nawet jedna herbata artystyczna, która cechuje się tym, iż rozwija się tuż po momencie zalania ciepłą wodą! Niesamowite. Zestaw prezentowy był do tego zapakowany w bardzo ładne pudełko z okienkiem, zawiązane białą wstążeczką, dzięki czemu oszczędziłem dodatkowo na papierze ozdobnym. Wszystko było gotowe, by wręczyć drogiej mamie prezent. Gdy przyjechaliśmy, nie czekałem zbyt długo – wiedziałem, że prawdopodobnie będzie chciała mnie i żonę ugościć herbatą, a osobiście sam byłem ciekawe niektórych smaków, dlatego już w wejściu wręczyłem swój podarunek. Mama była przeszczęśliwa! Już od dawna ponoć miała mnie podpytać o to, jaką herbatę pijam, bo sama była ciekawa różnicy między czymś „dobrym” a „kiepskim”. Powiedziałem, że jest świetna okazja, dlatego wyciągnąłem również specjalny termometr do wody i razem ruszyliśmy przygotować herbatkę.

Zaparzyliśmy oczywiście herbatę czarną, gdyż taką zwykle pija mama i ona będzie w stanie najłatwiej pokazać różnicę między herbatą a herbatą. Przygotowaliśmy ją zgodnie z zaleceniami w dziewięćdziesięciu siedmiu stopniach Celsjusza i parzyliśmy ją przez dwie i pół minuty, by nie nabrała zbytniej mocy. Mama mówiła, że może być mocniejsza i można zostawić by liście leżały, ale od razu wyjaśniłem, iż trzeba przestrzegać instrukcji oraz ceremoniału parzenia. Jaki był efekt? Mama była wręcz zachwycona!