Kolorowe zakolanówki dla dziewczynki

Gdy okazało się, że będę mamą córki, niemal od razu zaczęłam kompletować jej garderobę. Od razu zastrzegłam jednak, że nie znajdą się w niej ubranka różowe, bo sama nie znoszę tego koloru, opieram się też stereotypom. Zaczęłam poszukiwać śpioszków, czapeczek i bluzek w neutralnych kolorach. Moje serce zdobyły jednak zakolanówki. I choć na początku wydawały mi się niezbyt praktyczne, okazały się bardzo przydatne.

Zakolanówki dla dzieci – czy są praktyczne?

ładne zakolanówki dla dzieciMoja córka urodziła się wiosną, a że od zawsze unikałam przegrzewania, ubierałam ją lekko i swobodnie. Nie zakładałam jej ciasnych spodenek czy sukienek z falbankami i guzikami na plecach, które tylko ładne wyglądają, ale często okazują się być bardzo niewygodne (zwłaszcza dla dzieci, które jeszcze nie potrafią chodzić i wiele godzin spędzają w pozycji leżącej). Córce nie ubierałam też rajstop, a wygodne legginsy i skarpetki. Tych ostatnich w mojej szafie było całe mnóstwo. Raz dlatego, że często się gubiły, dwa – lubiłam je kupować. Były takie kolorowe, ładne. Wybierałam te bezuciskowe, bawełniane, by nóżka się w nich nie pociła. Mieliśmy stópki, tradycyjne skarpetki, ale i podkolanówki. Pewnego dnia, gdy byłam w sklepie, moją uwagę zwróciły ładne zakolanówki dla dzieci. Na początku pojawiło się pytanie, czy są praktyczne. Zastanawiałam się, czy się nie zsuwają, albo wręcz przeciwnie, czy zbyt mocno nie uciskają dziecięcej nóżki. Kupiłam jedną parę na próbę, ale szybko wróciłam po kolejne. Zakolanówki okazały się wprost idealne na jesień, zwłaszcza dla córki, która nie tolerowała rajstop. Skarpetki były dostępne w wielu różnych kolorach i wzorach, dzięki temu z łatwością mogłam je dobierać do kreacji. Co jednak ważne, chroniły dziecięce nóżki przez chłodem. Ukrywałam je pod spodniami lub getrami, i na tak ubraną córkę zakładałam kombinezon. Zakolanówki okazały się też wygodne w czasie przebierania, bo nie musiałam ich ściągać. A więc to, przed czym tak bardzo się na początku broniłam, okazało się być rozwiązaniem szytym na miarę. Zakolanówki sprawdziły się w naszym przypadku idealnie.

Prawdą jest, że dziecięca garderoba pęka w szwach. Córka ma zdecydowanie więcej ubrań ode mnie. W jej szafie są sukienki, bluzeczki, spodnie, ale i całe mnóstwo skarpet i ładnych zakolanówek. I to nie tak, że ja nie mogę się pohamować z ich kupowaniem. Dziecko, zwłaszcza raczkujące i które dopiero uczy się samodzielnie jeść, potrafi ubrudzić się od góry do dołu. Są dni, kiedy przebieram małą kilka razy dziennie, a pralka w naszym domu pracuje niemal nieustannie.