Czas porzucić mieszkanie

Pamiętam, że od czasu, kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam, że w przyszłości będę mieszkać w domku jednorodzinnym. Nie wiem, czy to wynikało z tego, że zawsze mieszkałam w mieszkaniu, czy naprawdę od zawsze miałam jakieś umiłowanie do domków. Jednak na spełnienie tego marzenia musiałam trochę poczekać na szczęście się spełniło.

Dobry projekt domu

projekt domu we WrocławiuDo Wrocławia przeprowadziłam się na studia i tak potoczyło się moje życie, że tutaj zostałam. Razem z mężem i czwórką naszych dzieci mieszkamy w mieszkaniu, które jest położone blisko ruchliwej ulicy niedaleko rynku. Kiedyś, jak kupowaliśmy to mieszkanie, byłam zachwycona lokalizacją. Wydawało mi się, że będzie żyło nam się tu, jak w bajce. Wszędzie blisko, można w miarę sprawnie wszędzie dojechać i dobrze dla dzieci. Teraz patrzę na to zupełnie inaczej. Ciągły hałas aut, tramwajów, w dzień pełno turystów na chodniku, a w nocy młodych ludzi idących lub wracających z imprezy. Ani chwili spokoju. Powoli z mężem ta cała sytuacja zaczęła nas bardzo męczyć, a ja coraz częściej drążyłam temat przeprowadzki i nie ukrywałam, że chciałabym tym razem dom, a nie mieszkanie. Po kilku tygodniach zdecydowaliśmy. Kupujemy dom i postawimy na nim nasz wymarzony dom, który będzie z dala od centrum miasta, najlepiej na obrzeżach. Z ziemią poszło szybciej i łatwiej niż myślałam, bo udało nam się kupić w części miasta, która nas interesowała w spokojnej okolicy. Wyzwaniem okazał się projekt domu we Wrocławiu. Nie mogliśmy na początku zdecydować się na odpowiednie biuro architektoniczne, a potem trochę mieszaliśmy w projekcie. Problem tkwił w nas, bo nie do końca mieliśmy sprecyzowaną wspólną wizję tego domku. Ja chciałam tak, a mąż inaczej i musieliśmy dochodzić do jakiś kompromisów w tej sprawie. Braliśmy też pod uwagę zdanie naszych dzieci, jak oni to widzą i jak chcieliby, aby ich pokoje mniej więcej wyglądały. Całe szczęście udało nam się wypracować jeden spójny projekt i mogliśmy zacząć budowę. Nasz dom miał się składać z pięciu sypialni, dwóch łazienek, kuchni, jadalni, salonu oraz małej spiżarki. Oczywiście miał być dołączony również garaż.

Bardzo się cieszę, że udało mi się spełnić moje marzenie. Co prawda zostało, to trochę odłożone w czasie, ale najważniejsze, że doszło do skutku. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Nasze mieszkanie w rynku postanowiliśmy wynająć, więc też nie rozstaliśmy się z nim na zawsze, a może w przyszłości będzie ono służyć jednemu z naszych dzieci. Kto wie, może oni będą chcieli mieszkać w sercu Wrocławia.